Tear You Apart by Megan Hart
Muszę się trochę a może i dużo pokajać i przeprosić za OGROMNĄ zwłokę - przeczytana w CZERWCU starego roku 2016. O tyle dobrze, że wywarła na mnie WIELKIE WRAŻENIE i te emocje wciąż z lekkością mogę przekazać :).
Zacznę od tego jak to wpadła w moje łapki ;). Byłam pewnego dnia w antykwariacie i zakupiłam powieść"Nagą" pani Megan, a że później na LC dowiedziałam się, że jest to drugi tom z cyklu, to odłożyłam na półeczkę i czekałam, aż to pierwszy zwolni się z biblioteki i tak w trakcie tego czytania przeglądałam allegro dla rozrywki i goodreads i natknęłam się na tę właśnie :). Nie wydaną w Polsce -sprawdzałam ;) i z jakże intrygującym blurbem - nie wiemy w jakim wieku jest kobitka, tyle że dopuści się ZDRADY! I to mnie zaintrygowało, bo jakoś nie sięgnęłam do tej pory, przynajmniej jak mnie pamięć nie myli po powieść w której czarno na białym bohater/bohaterka dopuszcza się niej i jest to jak na wstępie pani Hart napisała - LOVE STORY. Od początku czułam, że NIE MOŻE zakończyć się to HAPPY ENDEM, bo fikcja czy nie, takie rzeczy nie kończą się dobrze. ZAWSZE ktoś UCIERPI - mniej lub więcej. A do tego, jakby mi ktoś powiedział, że książka o ZDRADZIE będzie mi się TAK BARDZO podobać i tak mnie pochłonie, wciągnie w swoje sidła to palnęłabym go w łeb i tyle :P Bo należę do tradycjonalistów, monogamistów i tych co wierzą w miłość i to w taką, że każdego dnia trzeba się starać, a nie osiąść na laurach. I tak to dzięki tej książce sama siebie zaskoczyłam. Może zdjęłam troszkę klapki idealizmu i podeszłam do niej życiowo, że a no nie wszystko jest takie czarne i białe, a SZARAWE i że nic nie można z góry zakładać. ALE to my jesteśmy kowalami własnego losu i to MY podejmujemy decyzję i tak to bohaterka podjęła, pytanie czy słusznie?
Całego czaru tej książce dodaje przypadłość na którą cierpi bohaterka a jest nią... SYNESTEZJA, czyli indywidualne wrażenie zmysłowe, które występuje wtedy, gdy
jednozmysłowy bodziec (dźwięk, słowo pisane/mówione itp.) wywołuje
jednoczesne wrażenie w dwóch lub więcej zmysłach (np. widzenie słów w
kolorach). Za młodu (gadam jak stara baba, ale no cóż ;) dorwałam w łapki młodzieżową książeczkę i tam po raz pierwszy się spotkałam z tą przypadłością i może to głupiutkie, ALE spodobała mi się, bo jest taka magiczna, poetycka, aż wręcz romantyczna, a jak przejawiała się w powieści:
"When
he says my name, I see it in shimmering shades of blue and green and
gray. When he says my name, I see summer. I see the ocean."
Padłam. Powstałam. I czytałam dalej ;)
SPOILERKI (jakieś takieś tam są) :D
Najlepsze jeszcze w tej powieści był TAJEMNICZY wiek bohaterów, bo z góry zakłada się, że a pewnie po 20 bądź 30 a tu zaskoczenie, bo są 40+ . I to było naprawdę na duży plus. W końcu dojrzali bohaterowie! Ona wychowała swoje dzieci i są dorosłe (pobrała się w wieku bodajże 20 lat), a mąż no cóż ma taką pracę, że cały czas w rozjazdach i więcej go nie ma niż jest, a gdy już jest to RUTYNA u nich to chleb powszedni, który DOBIJAŁ związek powoli, ale konsekwentnie. Nie wiemy czy owy mężulek nie miał kogoś na boku, na tych delegacjach - ja akurat byłam podejrzliwa, bo nie dane jest nam dowiedzieć się o tym fakcie i tyle. I tak to wpada na swego kochanka i zaczyna się początek romansu i miłości...
Było to zakazane, było ogniście (sceny dosadne i szczegółowe - obrazowe, ALE przyznam, że pasowały do bohaterów), było romantycznie i było z jednej strony tragicznie - nie zakończyło się happy endem - uczulam! Ale i jakoś życiowo i to mi się podobało. Minus dla kochanka, bo zachował się jak mięczak pod koniec - ale bywa i tak ;).
Przeczytam kiedy tam jeszcze raz, bo jest to naprawdę PIĘKNA, TRUDNA, ŻYCIOWA I SMUTNA opowieść miłosna!
STRONA TECHNICZNA: język na poziomie średnio-zaawansowanym :)
Ocena: 10/10 a nawet więcej ;)
Ps. próbowałam przeczytać "Nagą", ale tak wyszło, że tylko ją przekartkowałam i oddałam bez żalu do biblioteki osiedlowej. Próbowałam też inną, ALE jakoś nie mogłam w niej odnaleźć tego efektu OCZAROWANIA co ta mi powieść dała i może kiedyś zaryzykuję z inną książką pani Hart, ALE jak na razie ta jest moją JEDYNĄ ULUBIONĄ perełką od pani Megan.
POLECAM!!!
wtorek, 21 lutego 2017
niedziela, 25 grudnia 2016
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Wesołych, Zdrowych i Zaczytanych Świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich moich odwiedzających!!! Wystrzałowego Sylwestra!!!
Ps. dwie zaległe recenzje napiszę już w Nowym Roku. W tym niestety nie znajdę na to czasu - choróbsko dopadło w rodzinie plus inne zaległości się zebrały. Dziękuję z góry za wyrozumiałość :)
środa, 6 lipca 2016
The Death Sculptor (#4 Hunterek) by Chris Carter
The Death Sculptor (#4 Hunterek) by Chris Carter
Zapytacie i jak się czyta Hunterka w oryginale? A no nawet dobrze :) Muszę przyznać, że krótkie rozdziały, które na początku mnie denerwowały przy 2gim tomie jego przygód z seryjnymi mordercami, teraz przy 4tomie są już na tyle powszechne, że aż i znośne :) A w oryginale jakoś się ich tak nie odczuwa w wymiarze negatywnym - chyba to była kwestia przyzwyczajenia plus, że jednak po angielsku to inny trochę dynamizm i wypadło naturalniej :).
Miałam taki peszek, że w bibliotece starego wydania brak, teraz na szczęście wyszło nowe, ALE dla mnie to już po ptokach :P, bo zakupiłam sobie cały pakiecik z Hunterkiem po angielsku (licząc od tej). I tu moje zaskoczenie, że o proszę, w końcu jakieś wydawnictwo zmądrzało i wzięło się za dalsze tłumaczenie (wychodzi piąty tom ) mojego Hunterka. No ale ja was pomęczę przemyśleniami z oryginałów ;).
I tak to tym razem nie będę, aż tak bardzo się rozpływać nad kunsztem pana Cartera, bo nie wiem dlaczego, ALE miałam wrażenie jakby trąciło mi SCHEMATEM w jakimś tam stopniu. Było fajnie, powolutku akcja się rozkręcała i te rzeźby ludzkie - no nie powiem grozę to jakąś miało, ALE nie odczułam jej aż tak silnie jakbym chciała. Może wyobraźnia gorzej mi pracowała jak przekładałam sobie opis po angielsku w główce na polski - sama nie wiem ;) Po prostu tym razem nie przeraziło mnie na tyle, bym krzyknęła - wow! :) A schemacik wyczułam w tym po troszku, że rozkręcało się powoli, stopniowo i to nawet jest tak pół na pół na plusik, bo z pewnością jest to bardziej bliższe realnej pracy policji - nie wszystko od razu na tacy, a trzeba się pogłowić, a z drugiej strony jakoś w poprzednich tomach chyba szybciej mu jednak to szło. A i dla tych co zaczynają od tego tomu, to na pewno na plus jest to, że jest tam wpleciony opis Hunterka i Garcii - coś z ich przeszłości (ręki sobie nie dam uciąć, jeśli chodzi o Garcię, czy to była ta sama wzmianka, ALE o Hunterku to praktycznie to samo, co w poprzednich tomach).
Co jest fajne to wprowadzenie nowej postaci Alice Beaumont, a najlepsze w tym, że jest to prawdziwe imię i nazwisko kobietki, która wygrała konkurs na bycie postacią w jego książeczce (SUPER, co? ;); wzmianka o tym jest na początku oryginały, nie wiem jak to u nas, mam nadzieję, że też o tym wspomnieli, bo wypadałoby) Tyle, że przez tą nową postać, to Hunterek się nie napracował aż nadto, bo gdy trzeba było pogrzebać w papierach, to czary mary i nasza Alice była pierwsza i wyciągała lub była blisko wyciągnięcia królika z cylindra :) Owszem, miał swoje typowe olśnienia i zadumy nad zbrodnią, ALE zabrakło mi chyba tego większego wysiłku, jaki zawsze musiał podjąć. Tym razem miał troszkę z górki :).
Gdy zbliżałam się ku końcowi książki tak ok 100 str. to w końcu w moim odczuciu było BARDZO ciekawie - jak to bliżej finału. I DUŻY plusik dla pana Cartera za tożsamość seryjnego mordercy, bo do głowy mi nie przyszło, że to TA osoba - BRAWO! :)
Kocham Hunterka i jego przygody, więc tak czy inaczej nie dam rady go ocenić na razie na niżej niż BARDZO DOBRY :). Nie było to tak spektakularne w moim odczuciu jak poprzednie - szczególnie 1wszy i 3eci, tak czy siak Hunterka warto przeczytać.
STRONA TECHNICZNA: język na poziomie zaawansowanym, ALE przy znajomości niektórych słów choćby z seriali kryminalnych, to da się bez problemu skumać o co biega :)
Ocena: 7/10
Polskie wydanie - Rzeźbiarz śmierci :)
POLECAM!!!
Zapytacie i jak się czyta Hunterka w oryginale? A no nawet dobrze :) Muszę przyznać, że krótkie rozdziały, które na początku mnie denerwowały przy 2gim tomie jego przygód z seryjnymi mordercami, teraz przy 4tomie są już na tyle powszechne, że aż i znośne :) A w oryginale jakoś się ich tak nie odczuwa w wymiarze negatywnym - chyba to była kwestia przyzwyczajenia plus, że jednak po angielsku to inny trochę dynamizm i wypadło naturalniej :).
Miałam taki peszek, że w bibliotece starego wydania brak, teraz na szczęście wyszło nowe, ALE dla mnie to już po ptokach :P, bo zakupiłam sobie cały pakiecik z Hunterkiem po angielsku (licząc od tej). I tu moje zaskoczenie, że o proszę, w końcu jakieś wydawnictwo zmądrzało i wzięło się za dalsze tłumaczenie (wychodzi piąty tom ) mojego Hunterka. No ale ja was pomęczę przemyśleniami z oryginałów ;).
I tak to tym razem nie będę, aż tak bardzo się rozpływać nad kunsztem pana Cartera, bo nie wiem dlaczego, ALE miałam wrażenie jakby trąciło mi SCHEMATEM w jakimś tam stopniu. Było fajnie, powolutku akcja się rozkręcała i te rzeźby ludzkie - no nie powiem grozę to jakąś miało, ALE nie odczułam jej aż tak silnie jakbym chciała. Może wyobraźnia gorzej mi pracowała jak przekładałam sobie opis po angielsku w główce na polski - sama nie wiem ;) Po prostu tym razem nie przeraziło mnie na tyle, bym krzyknęła - wow! :) A schemacik wyczułam w tym po troszku, że rozkręcało się powoli, stopniowo i to nawet jest tak pół na pół na plusik, bo z pewnością jest to bardziej bliższe realnej pracy policji - nie wszystko od razu na tacy, a trzeba się pogłowić, a z drugiej strony jakoś w poprzednich tomach chyba szybciej mu jednak to szło. A i dla tych co zaczynają od tego tomu, to na pewno na plus jest to, że jest tam wpleciony opis Hunterka i Garcii - coś z ich przeszłości (ręki sobie nie dam uciąć, jeśli chodzi o Garcię, czy to była ta sama wzmianka, ALE o Hunterku to praktycznie to samo, co w poprzednich tomach).
Co jest fajne to wprowadzenie nowej postaci Alice Beaumont, a najlepsze w tym, że jest to prawdziwe imię i nazwisko kobietki, która wygrała konkurs na bycie postacią w jego książeczce (SUPER, co? ;); wzmianka o tym jest na początku oryginały, nie wiem jak to u nas, mam nadzieję, że też o tym wspomnieli, bo wypadałoby) Tyle, że przez tą nową postać, to Hunterek się nie napracował aż nadto, bo gdy trzeba było pogrzebać w papierach, to czary mary i nasza Alice była pierwsza i wyciągała lub była blisko wyciągnięcia królika z cylindra :) Owszem, miał swoje typowe olśnienia i zadumy nad zbrodnią, ALE zabrakło mi chyba tego większego wysiłku, jaki zawsze musiał podjąć. Tym razem miał troszkę z górki :).
Gdy zbliżałam się ku końcowi książki tak ok 100 str. to w końcu w moim odczuciu było BARDZO ciekawie - jak to bliżej finału. I DUŻY plusik dla pana Cartera za tożsamość seryjnego mordercy, bo do głowy mi nie przyszło, że to TA osoba - BRAWO! :)
Kocham Hunterka i jego przygody, więc tak czy inaczej nie dam rady go ocenić na razie na niżej niż BARDZO DOBRY :). Nie było to tak spektakularne w moim odczuciu jak poprzednie - szczególnie 1wszy i 3eci, tak czy siak Hunterka warto przeczytać.
STRONA TECHNICZNA: język na poziomie zaawansowanym, ALE przy znajomości niektórych słów choćby z seriali kryminalnych, to da się bez problemu skumać o co biega :)
Ocena: 7/10
Polskie wydanie - Rzeźbiarz śmierci :)
POLECAM!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


